Mariusz Pisarski - 100 hipertekstów panny Gibb

To nie jest bankiet grafomanów. Choć takim by się mógł wydawać. Przez 100 dni lata, co roku, kilkudziesięciu twórców pisze, maluje lub komponuje jedno krótkie dzieło, by następnie podzielić się nim na wspólnej stronie www.

Jedna fotografia dziennie nie brzmi źle. Ale jeden hipertekst? Takiego zadania podjęła się - i wykonała je - Susan Gibb. Po 100 dniowym maratonie twórczym, organizowanym przez autora powieści hipertekstowej Life of Geronimo Sandoval Steve'a Ersinghausa, literatura cyfrowa bogatsza jest o sto tytułów. I każdy z nich to osobne, małe uniwersum. Są tu opowieści o wampirach, o dojrzewaniu, o nieporozumieniach małżeńskich, o wypadku na kilkupasmowej dojazdówce, o związku ojciec-syn i setce innych tematów. Wykorzystują one narracyjne przeploty, zmiany punktów widzenia, konwencję wypowiedzi w wypowiedzi, retorykę suspensu i inne techniki, które łatwo wpasowują się w strukturę linkową, gdzie czytelnik przemieszcza się od segmentu do segmentu poprzez wybór, w tym przypadku, najczęściej jednego z dwóch kierunków.

Krótkie, hipertekstowe opowiadania autorka zalicza do tzw. flash fiction, czyli prozy, którą czyta się w błysku flesza. Ale czy pisze? Każde z opowiadań najczęściej dwukrotnie przekracza objętością niniejszy felieton. Losowe wybrane Ill Humor ma ponad tysiąc sto słów, Colorless - 1066, Voices in your head "zaledwie" 966, choć zawiera opowieści aż dwóch narratorów.

 

Pojedynczy ekran opowiadania o Annalee i Jacobie

 

Forma hipertekstowa dokłada do tych liczb element niepewności i głębi. Niepewność co do obranego kierunku bierze się stąd, że dokonując jednego wyboru, nie wiemy, jak dużą i ważną partię materiału zostawiliśmy za sobą nieruszoną. Głębia jest konsekwencją tej sytuacji: utwór nie tylko sprawia wrażenie, ale najczęściej jest bardziej rozbudowany narracyjnie niż się wydaje. Dla przykładu, Annalee and Jacob. Annalee to dziewczyna pospolita i mało atrakcyjna. Nie tyle za taką się uważa, ale w ten sposób odbierają ją inni. Matka nazywa ją późnym owocem, który w pełni dojrzeje, gdy inne już przywiędną. Dziewczynie to jednak nie wystarcza, chce być owocem zerwanym już teraz. Na szczęście interesuje się nią Jacob. W końcu przychodzi ta noc. Ich ciała odnajdują siebie na łóżku w sypialni i tak już zostaje. Dorabiają się trójki dzieci, po czym biorą ślub. Ta prostolinijna historia komplikuje się za drugim czytaniem, gdy narracyjna zwrotnica, kiedy to klikamy na nieodwiedzony dotąd link, kieruje lekturę w innym kierunku. Okazuje się, że Jacob nie jest bynajmniej rycerzem widzącym w Annalee piękno wewnętrzne. Jego zainteresowanie motywowane jest własnymi problemami z wizerunkiem. Jest zbyt krępawy i zbyt niski. Dziewczyny się z niego podśmiewują i tylko Annalee tego nie robi. W trzeciej mini-sesji lekturowej sytuacja wygląda jeszcze gorzej. Kolejny nie aktywowany link doprowadza nas do alternatywnego zakończenia. Obu bohaterom chodziło tylko o szybki seks, sprawną, mechaniczną inicjację. Związek się wcale nie zawiązuje. Annabel umiera jako panna. Jacob żyje marzeniami i spada ze schodów uderzając się w głowę tak, że 30 następnych lat spędza w śpiączce.

Krótkie hiperteksty, które Gibb pisała posiłkując się niezawodnym programem Tinderbox, przedstawiane były każdego dnia projektu wraz z mapą tekstu, która dawała ogólny podgląd kompozycji utworu. Schematów autorka nie brała z powietrza: na przykład pisząc Concurent Continuity Gibb wykorzystuje kompozycję filmu Sliding Doors (po polsku: Przypadkowa dziewczyna) o rozgałęziającej się fabule i wyeksponowanych potencjalnych alternatywnych zakończeniach.

 

Diagram opowieści 'Concurent Continuity'

 

Przywoływanie szeregu innych alinearnych konwencji, począwszy od Sterne'a i Potockiego a skończywszy na filmach Run Lola Run czy 21 gramów, może rzeczywiście zająć 100 dni, jeśli nie dłużej. Ale przy jednoczesnym napisaniu i doszlifowaniu gotowego tekstu? Ileż tu samodyscypliny w korzystaniu z (obowiązkowo) wolnego wakacyjnego czasu? Jak głębokich pokładów wyobraźni oraz - last but not least - zasobów portfela wymaga tak zakrojony projekt? Dajcie mi sto dni w domku w Puszczy Białowieskiej, chłopów, którzy co rano przynoszą świeży prowiant oraz Muzę, która będzie się krzątać i inspirować, a kto wie, może uda się mi doścignąć niestrudzoną Susan Gibb. Póki co, trzeba chylić czoła. A na horyzoncie już widać jej kolejny, tym razem pełnometrażowy hipertekst, o swojsko brzmiącym tytule A bottle of beer.

• • •

Susan Gibb, 100 Flash hypertext fiction

• • •

Mariusz Pisarski - (urodzony w 1973 r.) krytyk, tłumacz, dziennikarz. Pracował w “Czasie Kultury” i radiu ESKA. Twórca pisma Techsty, o literaturze i nowych mediach. Publikował m.in w "Dekadzie literackiej", "Kulturze", "art.papierze", "Kulturze Popularnej", "Czasie Kultury", "Machinie", w "Slavia Occidentalis", "Homo Communicativus", anglojęzycznym "Cybertext Yearbook" oraz w książkach o e-literaturze, jak "Liternet", "Liternet.pl", "e-Polonistyka", "Tekst (w) sieci". Promotor i producent literatury hipertekstowej. Mieszka w Londynie.

!!! MAKIETA !!!

?

Plac Szczepański 3, 31-011 Kraków, wt-nd 11-18
tel./fax.: +48 12 4228198; tel.: +48 0 728 363 275
email: korporacja@ha.art.pl

 

 

Zrealizowano ze środków
Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego