Dropie

Natalka Suszczyńska / Książka /

W Polsce, w której wysokie czynsze, niskopłatna posada w bankomacie, gadające ptaki, uchodźcy z krajów Beneluksu oraz psy upijające się w tawernach są na porządku dziennym, dziewczyna o refleksyjnej naturze mierzy się z wejściem w dorosłość.

Napitki & Literatura.  Antologia opowiadań holenderskich i flamandzkich

Napitki & Literatura / Książka

W Polsce Holandia kojarzy się zwykle z marihuaną, tulipanami i wiatrakami, czasem jeszcze z siedemnastowiecznym malarstwem. Natomiast Flandria – może z diamentami, koronkami, piwem czy czekoladkami, choć pewnie najczęściej stapia się w jedno z Holandią. Antologia opowiadań niderlandzkich z XX…

Gigusie

Gigusie / Książka

Jakub Michalczenia ma znakomity zmysł obserwacji, co dla prozaika realisty jest ogromnie istotne. Świat, który opisuje, jest prawdziwy i wiarygodny, czytelnik nie ma wątpliwości, że to wszystko prawda, że tacy ludzie istnieją i takie jest ich życie.Kazimierz Orłoś  To nie…

Model i metafora. Komunikacja wizualna w humanistyce

Model i metafora / Książka

Wykresy, schematy i diagramy nie są wyłącznie ilustracjami. Jak dowodzi Model i metafora, można je dziś uznać za niezbędne narzędzia ułatwiające tworzenie współczesnej humanistyki. Wykorzystując jednocześnie teksty i obrazy, książka w zwięzły sposób przedstawia szereg zagadnień istotnych dla każdego historyka, socjologa czy badacza literatury.…

Dziwka

Dziwka / Książka

Weronika pada ofiarą zbrodni ze szczególnym okrucieństwem. Jej przyjaciółka Mery wraca do znienawidzonego rodzinnego miasta, by znaleźć mordercę. Jednak gdy słowo "ofiara" przeplata się z "dziwka" łatwo zgubić  właściwy trop. *** Śmierć Weroniki jest przedwczesna, tragiczna i wielce zagadkowa. Prywatne…

Wychodzimy z ukrycia

Wychodzimy z ukrycia / Książka

Książka Wychodzimy z ukrycia jest kierowana do lesbijek, gejów, biseksualnych i transpłciowych+, jak również innych zainteresowanych, w miejscach, gdzie świadomość tego, jakie znaczenie ma ujawnianie się, jeszcze nie istnieje lub wymaga pogłębienia. Czytelniczki i czytelnicy, dla których temat jest nowy,…

Turysta polski w ZSRR

Turysta polski w ZSRR / Książka

Jeśli pół życia się zmyśliło, a resztę przegapiło, to można zawrócić do ostatniego wyraźnego obrazu w pamięci i od niego zacząć jeszcze raz. Nawet jeśli tym obrazem jest Związek Radziecki. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego trafiłem na przewodnik po ZSRR,…

Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski

Elementarz Polski dla Polaka i Polki z Polski / Książka

Polskę trudno jest zrozumieć. A co dopiero wytłumaczyć na obrazkach. Bolesław Chromry podjął się heroicznej próby narysowania i opisania najważniejszego kraju na świecie. Elementarz to encyklopedia wiedzy, którą niby wszyscy posiadamy, ale próbujemy o niej zapomnieć i zamieść pod dywan.…

Psy ras drobnych

Psy ras drobnych / Książka

Bohaterka: pacjentka (lat 28) depresyjna, bezczynna, zalegająca w łóżku, wycofana z relacji towarzyskich, przyjęta do szpitala psychiatrycznego z powodu pogarszania się stanu psychicznego i nadużywania leków. Cechuje ją postępująca apatia, spadek energii z zaleganiem w łóżku, utrata zainteresowań, gorsze skupienie…

Cierpienia młodej Hany

Katja Gorečan / Książka

Bohaterka tomu, Hana, ma około dwudziestu lat, obgryza paznokcie, pali papierosy, maluje obrazy, lubi spacerować po lesie i pisze poezję. W śmiałych konfesyjnych wierszach podmiotka opowiada o uniwersalnych dziewczyńskich doświadczeniach – przeżywaniu swojej cielesności w oczach własnych i cudzych, miesiączce,…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Impresje rudnickie (4)

Tomasz Pułka

fot. Sylwia Paprzycka

16.06.11

Od samego rana pomagałem ojcu przy cięciu drzewa, to znaczy: on ciął, ja ładowałem na taczki, woziłem kawałek i układałem z boku domu. Później przyłączyła się siostra, która wczoraj wróciła z Kasinki, do obiadu uporaliśmy się z robotą, a po obiedzie pojechaliśmy do galerii krakowskiej, gdzie czas minął mi między empikiem a matrasem.

Miałem sobie kupić "Kalkwerk", ale kupiłem "Śmierć czeskiego psa". Po powrocie rundka biegania, kolacja i kosz. Już miałem zaniechać prowadzenia tego dzienniczka, bo i trochę mnie to znudziło, i dodatkowo wpadłem dzisiaj na pomysł dziennikowej powieści, której pierwszy "dzień" popołudniu zapisałem, ale dostałem na fejsie miłą wiadomość chwalącą dzienniczek i zdjęcia (gdzie autorka pisze też, że nie podobały się jej moje wiersze i uważała, że jestem "wielkopańskim bucem", hehe), więc może będę jednak kontynuował, równolegle prowadząc powieściowy dziennik.

Znudził mnie ten cały zen, a i książkę Kapleau porzuciłem w połowie, bo wyziera z tego jakaś taka asceza umysłowa; bałbym się temu oddać na dłuższą metę, bo myśleć lubię i wcale nie mam ochoty "udoskonalać" wykonywanych czynności poprzez zatracanie się tylko w nich i kasowanie osnowy fabularnej, jaką zwykłem sobie układać. Nie wiem, czy to zrozumiałe. Po prostu mierzi mnie wizja wypłukania się z osobowości, jaką, może błądzę, zen w wykonaniu Kapleau - czyli fuzji szkół Soto i Rinzai - propaguje. Natomiast koncepcja czynnego udziału w czterowymiarowej (czas) kosmogonii jest jak najbardziej godna aprobaty.

 

Ave

 

Wczoraj napisała do mnie pani Agnieszka L. Piotrowska z prośbą o pomoc ze slangiem w książce o rosyjskich efedryniarzach, zaoferowałem swoje usługi, ale kiedy dzisiaj przesłała bardzo szczegółowe pytania, np. "Jak się nazywa krew, która zamiast do strzykawki rozlewa się pod skórą?", byłem zmuszony przeprosić i odesłać na forum hyperreala, bo moje doświadczenia z narkotykami dotyczyły przede wszystkim psychodelików, nigdy nie byłem fanem stymulantów, a z efedryną miałem do czynienia jeno w postaci tussipectu i "spożywanego" doodbytniczo metkatu (hehe, we Wrocławiu; Witkowski jak mnie zobaczył, stwierdził, że jestem na silnych lekach, choć byłem jak wystrzelony z armaty, mimo, że dobrze złajany piwskiem; ale wypad do Wrocławia udał się w stu procentach - dzięki Urszuli Kozioł wygrałem tysiaka w turnieju jednego wiersza).

Wieczorkiem przeczytałem pierwszą część "Śmierci...". Zaburzona (jak mniemam) waga twierdzi, że schudłem osiem kilogramów, ale jej nie dowierzam. Brzuszków już robię po czterdzieści (startowałem z trzydziestoma), po trzy serie dziennie. Wiedek i Jaskuła się nie odzywają, więc napisałem do Orlińskiego, ale nie należy do eSPePu, a te rekomendacje to muszą być członków.

17.06.11

Brzuszki, śniadanie, bieganie, czytanie, brzuszki, pisanie. Jestem bardzo zadowolony z konceptu, jaki mi wpadł do głowy w związku z dziennikową powiastką, ale już się boję, że nie podołam rygorowi, choć przecież tak ładnie tu rygor realizuję, wystukując te słowa. Rudnicki przepyszny [Janusz - przyp. red.], uśmiałem się jak norka przy anegdocie z Berezą, zostało mi jeszcze jedno opowiadanko do przeczytania i z żalem, że książka się już kończy, do niego zasiądę. Uwielbiam, kiedy Rudnicki opowiada po swojemu biografie - pamiętam, jak parę lat temu uderzyło mnie to w "Moim Wermachcie", który kupiłem za grosze w - nieistniejącej już - taniej książce na Brackiej, ta bezczelna swoboda w "przywłaszczaniu" sobie "cudzych" historii. Oczywiście "Mój Wermacht" komuś pożyczyłem i za chuja nie wiem komu. Ile ja książek straciłem rozdając je na prawo i lewo! A ile też, wstyd się przyznać, sprzedałem, ciułając w mrocznych czasach na korut. No nic, było, minęło, teraz sobie skompletuje nową biblioteczkę.

 

W imię postępu

 

Skoczyłem z mamą do biblioteki, wypożyczając sobie "Buddenbrooków" i - idąc za radą Szczepana, żeby nie tylko literaturę piękną - "Bergsona" Kołakowskiego oraz "Świat skłonności" Poppera. Po obiedzie bieganie, a późnym popołudniem wypad z rodzicami na poziomki do Harbutowic, bo odkryli ich zagłębie, i faktycznie - wpizdu poziomek, w życiu tylu nie widziałem. Uzbieraliśmy trzy pojemniki, a zbierało się bardzo przyjemnie, bo dookoła intensywny, poziomkowy zapach. Wieczorem obejrzałem "Aż poleje się krew", które w czasach mieszkania na Kazimierza Wielkiego napocząłem z Łukaszem, a któregośmy - nie pamiętam już dlaczego - nie skończyli. Wypiłem se litr coli light i jeszcze butelkę muszynianki, strasznie dużo płynów pochłaniam wieczorami, żeby zabić głód i jakoś się to sprawdza. Ssie mnie dzisiaj kurewsko na fajkę, a jak na złość mam na przechowaniu paczkę djarumów mentolowych siostry, która nie pali w ogóle, ledwie od wielkiego dzwonu.

18.06.11

Śnił mi się korowód moich byłych dziewczyn, w seksualnej tonacji. Był to bardzo miły sen, obudziłem się z nad wyraz obfitym wzwodem. Po śniadaniu umyłem podłogę w pokoju i skosiłem trawę, a z kolei po obiedzie wybrałem się z rodzicami i siostrą (brat na wycieczce szkolnej w Warszawie, skąd dzisiaj wraca) do Krakowa; najpierw do Łagiewnik, gdzie się rodzice spowiadali, a ja oglądałem karykaturalne dewocjonalia, a później do centrum handlowego, gdzie w empiku kupiłem sobie "Masakrę profana". Po powrocie grałem w kosza i obejrzałem na TVP Kultura galę wręczenia Gdyni, ciesząc się ze wszystkimi nagrodzonymi i notując w pamięci zakupienie książki Chwina. Brzuszki, bieganie, czytanie "Masakry", by wieczorem znudzić się wszystkim i zawiesić się na Bondzie.

 

59 79 89 98 99 119

 

19.06.11

Na obiad pojechaliśmy z siostrą i bratem do babci, bo rodzice uczestniczyli w jakichś uroczystościach (profesja ojca tego od czasu do czasu wymaga), po powrocie do domu krótka przebieżka i rozpacz, że przegapiłem "Pogardę" Godarda na TVP Kultura. Obejrzałem natomiast odcinek programu "Cofnij zegar" i z przyjemnością patrzyłem, jak trzydziestolatek z nadwagą morduje się rzucając palenie i przekonuje swoje ciało do ćwiczeń. Później doczytałem "Masakrę" - jest to dobra książka, dobrze napisana, nawet, powiedziałbym, zbyt dobrze, wszystko jest w niej jak skrojone pod czytelnika, takie kiziu-miziu, hopsa-hopsa, choć epilog odbija piłeczkę tym zarzutom. Ale mimo wszystko, mimo fajnych momentów (świetny apollinaire'owy zapis jazdy po wilczych jagodach) nudziła mnie trochu ta książka; lecz tak czy siak polecam. Myślę, że powinna być jak najszybciej zekranizowana - doskonale się do tego nadaje. Teraz sobie wrócę do "Buddenbrooków", jest 16:21, do siedemnastej poczytam i zjem kolację, a po czasie wymaganym na prawidłowe przyjęcie posiłku przez trzewia - skoczę na bojsko (tak: "bojsko") zdobyć codzienne sto punktów na dwa kosze dwutaktami i rzutami za trzy. Z dnia na dzień zajmuje mi to coraz mniej czasu, jak i wytyczona w lesie trasa coraz mniej męczy. O, właśnie - jeszcze sobie brzuszki za moment pierdolnę, dwa razy już dzisiaj robiłem, ale tego nigdy dość. To idę.

Jak zapowiedziałem, tak zrobiłem. Od jutra wyznaczam sobie nowe standardy w brzuszkach (50) i koszu (120 pkt.), z bieganiem już gorzej, bo w miejscu, w którym mam aktualnie metę, kończy się moja znajomość topografii, ale jutro spróbuję oswoić jakieś dodatkowe metry.

Napisał Zdzisek, że machnie rekomendację i napisał Bukowiec, że tomiki zostawia na portierni polonistyki i żeby się spisać co do piwka na początku lipca, bo teraz ma egzaminy. Chętnie się z nim zobaczę, ale wezmę soczek. Powinienem napisać, że zdarzają się momenty, gdy demony odzywają się nad wyraz głośno, ale nie napiszę, bo tak nie jest; owszem, mam od czasu do czasu myśl o błogim, korutowym myślotoku albo o urokach totalnego spiwlenia, ale nie są to namolne wizje. "Można żyć". O, właśnie - o mojej powiastce zapomniałem, zerknę, jak się mają dwa zanotowane dni i może coś dopiszę.

Nie dopisałem. Chciałem się jutro wybrać na basen, ale rodzicom stopniała kasa, w tym tygodniu mam sobie odpuścić, ojciec dostaje wypłatę w piątek. To nic, będę się usportawiał na wspomniane wyżej sposoby. Może bym jeszcze na rowerze pojeździł? Jakoś mnie ta opcja zupełnie nie kręci, nie wiem dlaczego, ale może trzeba się jeno przełamać? Się zobaczy. No dobra - to jeszcze jedna seria brzuszków, wanna i Mann. "Wanna i Mann", hehe. Znaczy - nie będę czytał w wannie, po wannie poczytam.

 

Tam, gdzie rosną poziomki

 

Zamiast usiąść do "Buddenbrooków" przysiadłem przed komputerem i obejrzałem "Siódmą pięczęć" (http://www.youtube.com/watch?v=IHWbn7mppWA), bo filmweb w rekomendacjach uświadomił mi, że jeszcze nie widziałem; obejrzałem i zostałem rozdupcony przez ten film na kawałeczki. Pozbierałem się czytając Manna i pijąc, jedna za drugą, herbatkę "Dobry sen". Placek z poziomkami został już prawie zupełnie zjedzony, co mnie cieszy, bo nie mogłem nań patrzeć bez gorączki ślinianek. Napisałem jeszcze do Junga, czy z książką coś ruszyło do przodu.

20.06.11

Śniadanie przygotowane przez brata, który nie poszedł dzisiaj na przedostatni dzień do szkoły, a który rehabilituje się za swoje skandaliczne zachowanie z ostatnich dni. Brzuszki, bieganie (zwiększyłem dystans o paręset metrów), lektura hypka (relacje z ośrodków detoksykacyjnych) i "Buddenbrooków". A przed południem, podczas gdy brat z nieznanych mi powodów budował w garażu stół (co jakiś czas miewa takie banie), a siostra przygotowywała obiad (zrezygnowała z mojej pomocy) - oglądałem "Cenę strachu" (http://www.playtube.pl/filmy/akcja/25797-cena-strachu-le-salaire-de-la-peur-1953-lektor-pl.html), bawiąc się przednio.

 

Budowa stołu

 

Albo nie zostałem zaproszony, albo się w tym roku nie odbyły urodziny Mareckiego, tak mile wspominane z poprzednich lat. Przypomniałem sobie o urodzinach Mara, bo czytałem z nim wywiad o Królikiewiczu i po wywiadzie wyszperałem "Wieczne pretensje" na playtube.pl, co je sobie za moment obejrzę.

I obejrzałem. Dobre kino, rewelacyjne zdjęcia, dawno nie widziałem tak zajebistego kadrowania i równie błyskotliwej pracy kamery. Na boisku poznałem młodego feciarza, który w wieku osiemnastu lat kończy właśnie gimnazjum, rok temu wyszedłszy z ośrodka wychowawczego, do którego trafił za kradzież z włamaniem. Moja perora dotycząca bezsensowności wpierdalania ścierwa wygłoszona podczas pojedynku jeden na jeden nie przekonała go, zwłaszcza, że z rozbujaną energią wygrał. Pójdę się jeszcze przebiec rundkę do lasu, bo na boisku nie zmęczyłem się dostatecznie, a jedynie nadwyrężyłem bolącą od kilku dni lewą nogę (coś jakby skurcz w udzie, pewnie od dwutaktów), przy bieganiu nie boli. Dzisiaj katuję Primal Scream i śpiewam jak przodownik chóru gospel "Movin On Up". W domu, przed kąpielą zarzuciłem sobie jeszcze brzuszki, a co, a po wannie zasiadłem przy Mannie, zerkając też do Kołakowskiego, by o 21:50 zacząć oglądanie "Śniadania na Plutonie", które znudziło mnie w połowie.

21.06.11

Dzisiaj są moje dwudzieste trzecie urodziny, ale jakoś mnie to zupełnie nie rusza. Po śniadaniu i brzuszkach postanowiłem zaryzykować i spróbować przebiec dotychczasową trasę (tę z przedwczoraj, bez dodatkowych metrów) dwa razy. I co? I, kurwa, udało się! Co za satysfakcja! I nawet nie jestem doszczętnie wypompowany. Tak więc od dzisiaj obowiązuje nowy standard.

 

Robota jakaś

 

Wczoraj wrzuciłem na liternet trzy wiersze z "Autarkii", książeczki, którą napisałem przed paroma miesiącami, ale nie spotkały się ze zrozumieniem, hehe. Ja jestem z tych wierszy bardzo dumny, "Autarkia" to najkonsekwentniej wykonana poetycka rzecz, jaką przyszło mi dotychczas skomponować. Wyjdzie, mam nadzieję, w przyszłym roku. Ten rok jest spod znaku "Cennika", z którego też jestem zadowolony, choć już mi się jego poetyka przejadła, obyczajowo-cybernetyczna.

Lecą życzenia na fejsiku, a miałem wczoraj straszną ochotę napisać na tablicy: "Kto złoży życzenia ten debil". Nie mogę się doprosić pieniędzy za wywiad z Rafałem Czochem, jaki zimą przeprowadziłem dla Ha!artu, a które pokryłyby mój dług u Julki i Łukasza. Mam jeszcze jedną zaległą wypłatę do zwyindykowania, a mianowicie honorarium za "Zespół Szkół", którego nakład - duma - rozszedł się całkowicie.

 

Robota jakaś 2

 

Zacząłem oglądać "Dowcip" Nicholsa, ale mnie znudził. Mama mówi, że waga nie kłamie. Ważę dzisiaj 84kg, więc schudłem 12 - jak to przemyśleć, to nie dziwi, zawsze z zaskakującą łatwością przybierałem i traciłem na wadze. Ale brzuch jeszcze mam spory, a i czuję się z dnia na dzień lepiej, więc nie rezygnuję z wafli ryżowych i biegania. Pomogłem siostrze zarejestrować się na studia, idzie na AWF do Katowic. Jakoś nie mam ochoty ani na film, ani na książkę. Natomiast na bieganie bardzo, właśnie jestem po poobiedniej rundce, czuję się zajebiście. W ogóle same pozytywy - względny spokój w głowie, doskonały sen, przesłuchana nowa muzyka, której nie ruszyłbym w stacjonarnej pozycji. Bo ja za muzyką nie przepadałem nigdy, nie trafia do mnie jak do innych. Poczytuję sobie dzisiaj fragmencikami "Końcówki" Berezy (Berezy? Czy Wiedka i Szwedzkiego?), dobrze mi te fragmenciki robią. Oglądałem też Wimbledon. Kolacja (kalafior i żółta szparaga - co za fajne słowo: "szparaga"!) wyjątkowo o 18:00, bo czekaliśmy na rodziców, a chcieliśmy zjeść razem, później brzuszki i bieganie. A przed bieganiem, kiedy się rozciągałem, zadzwoniła Julka, pogadaliśmy długo i czule obiecując sobie spotkanie w te wakacje: może wypad stopem nad morze. Wieczór spędziłem z rodzinką przed telewizorem.

22.06.11

Ja pierdolę, co za pogoda! Duszno, że oddychać nie można. Spałem do dziesiątej, bo nie mogłem się pozbierać, a kiedy przyszło pobiegać (hehe - "przyszło pobiegać") zrobiłem jedną rundę i ćwierć kolejnej, bo ledwo się na nogach trzymałem, ze zwieszonym językiem, jak pies. Ale chyba i wczoraj przesadziłem, bo w łydkach mam dzisiaj opiłki metalu.

 

Gościbia

 

Skubałem sobie wywiad z Berezą i obejrzałem "Kwestionariusz" z Sosną (http://magazyn.culture.pl/pl/culture/artykuly/vi_fahrenheit_sosnowski), obie rzeczy bardzo mi się podobały. Ale tak w ogóle to jestem dzisiaj w co najmniej średnim humorze - o ile wczoraj tryskałem energią i wigorem, o tyle dzisiaj nic mi się nie chce, nogi mnie napierdalają "i w ogóle". Zjadłem przed chwilą obiad (łazanki z kapustą) i miałem się za chwilę wybrać z mamą i siostrą na jagody z nadzieją, że może ta drobna aktywność dobrze mi zrobi, ale jest za gorąco, uznała mama, więc tylko skoczyłem z siostrą samochodem do Sułkowic na zakupy. Ojciec w pracy, mama się opala, siostra z nudów sprząta, brat się szwenda, a ja się nudzę jak niedymana pizda. Bieganie na razie pierdolę, nie ma szans w taką pogodę i z takim bólem nóg, może wieczorem. Brzuszki se zrobię. Albo nie zrobię, nie chce mi się strasznie. Książkę bym jaką fajną poczytał, nie tych "Buddenbrooków", ale nie ma widoków na fajną książkę ani dzisiaj (rodzice czekają na przelew) ani jutro (święto, kurwa), więc może w piątek zrealizuję mój prezent urodzinowy i sobie kupię coś fajnego. Może "Mękę kartoflaną", bo widziałem w empiku drugie wydanie. Słucham se właśnie "Selected Ambient Works 85-92" Aphexa i - chciałbym napisać: "pomaleńku mi się humor poprawia", ale nie. O, teraz mi się poprawił, po podzieleniu się na fejsie anegotką o Berezie i mailu od Mara, że zapłaci za "Zespół". Tak sobie myślę, że Wam się też anegdotka należy, bo to środa, więc jutro "Impresje" będą na stole, a i przepisałem ją już przecież, to tylko skopiuję i przekleję. Zastanawiam się tylko nad hermetycznością tejże historyjki, trzeba by to zrewidować w losowym towarzystwie. No, oto i ona:

"Przykład paradny na opętanie Henryka literaturą to ten, w którym dzwonię do niego z Centralnego, że przyjechałem właśnie i zaraz go odwiedzę, ale nie sam, zapytał, z kim, przyjechałem pierwszy raz z Verą, której jeszcze nie widział, nie znał, więc powiedziałem, że z Czeszką, zapytał raz jeszcze, z kim, bo gorzej słyszy, powtórzyłem, że z Czeszką, na co on, co ty pierdolisz, przecież Czeszko dawno nie żyje!"

 

Tam, gdzie są zebrane poziomki

 

• • •

• • •

Tomasz Pułka - (urodzony w 1988 r.) autor czterech tomów wierszy: "Rewers" (2006), "Paralaksa w weekend" (2007), "Mixtape" (2009) i "Zespół Szkół" (2010). Laureat Dżonki (2007) i stypendysta m. Krakowa.

• • •

Książki Tomasza Pułki w katalogu wydawniczym Korporacji Ha!art:

Online za darmo

ha-art-55-3-2016
Numer specjalny: DANK MEMES

Ha!art 55 3/2016

Numer specjalny: DANK MEMES W środeczku: Ahus, Mateusz Anczykowski, Cichy Nabiau, Cipasek, Czarno-biały Pag, Ewa Kaleta, Princ polo, Top Mem, Przemysław...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
bletka-z-balustrady
Bletka z balustrady to ciąg zdarzeń komponujący cyfrowy wiersz. Algorytm opiera się na ramie syntaktycznej utworu Noga Tadeusza Peipera, z którego zostały...Więcej...
rekopis-znaleziony-w-saragossie-adaptacja-sieciowa
Dzięki umieszczeniu arcymistrzowskiej prozy hrabiego Potockiego w cyfrowym otoczeniu, czytelnik otrzymuje gwarancję świeżej i pełnej przygód lektury....Więcej...

Czasopismo

ha-art-59-3-2017

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth...
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information