Odliczanie w Rosji

Aldona Kopkiewicz / Felieton

To nie będzie rytualne narzekanie intelektualistki na świat, w którym tak wielkie emocje budzi piłka nożna. Odbywają się właśnie mistrzostwa świata, niech tak będzie; niestety odbywają się w Rosji. Mamy więc święto i niesprawiedliwość: obok postów o meczach codziennie pojawiają…

Cierpienia młodej Hany (premiera: 6 czerwca 2018)

Katja Gorečan / Zapowiedź

Bohaterka tomu, Hana, ma około dwudziestu lat, obgryza paznokcie, pali papierosy, maluje obrazy, lubi spacerować po lesie i pisze poezję. W śmiałych konfesyjnych wierszach podmiotka opowiada o uniwersalnych dziewczyńskich doświadczeniach – przeżywaniu swojej cielesności w oczach własnych i cudzych, miesiączce,…

"Lucyfer zwycięża" Ilony Witkowskiej nominowany do Silesiusa

Redakcja / Wiadomość

Tomik Lucyfer zwycięża autorstwa Ilony Witkowskiej, wydany w serii poetyckiej Korporacji Ha!art, znalazł się w siódemce książek nominowanych do Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Serdecznie gratulujemy Autorce oraz redaktorce serii, Mai Staśko. Trzymamy kciuki! • • • PRZECZYTAJ FRAGMENTY KSIĄŻKI ZAMÓW…

Robbo. Solucja

Piotr Marecki, Wojciech „Bocianu” Bociański, Piotr „Kroll” Mietniowski, Krzysztof „Kaz” Ziembik / Książka

Technologia ma współcześnie krótki żywot. Nowe platformy zabijane są przez nowsze, nowsze przez jeszcze nowsze, jeszcze nowsze przez… – i tak w nieskończoność. Odpowiedzią na to przyspieszenie jest powrót do urządzeń wypartych i martwych. Robbo. Solucja zawiera tekst wygenerowany na…

"Frajda": warszawskie spotkanie z Martą Dzido

14.04.2018 / Wydarzenie

Korporacja Ha!art, Spółdzielnia Socjalna WOLA i Cafe PoWoli zapraszają na spotkanie z Martą Dzido, autorką wydanej w marcu powieści Frajda, w ramach Smoczych Salonów literackich. • • • 14 kwietnia, sobota, godz. 19:30 Cafe PoWoli, ul. Smocza 3, Warszawa Strona…

#DeleteFacebook

Aldona Kopkiewicz / Felieton

Do tej pory pobłażliwie uśmiechałam się nad algorytmami Facebooka, skoro te reklamowały mi produkty, które sama wyszukałam właśnie w Internecie, a nawet już kupiłam. Ostatnio zdarzyło się jednak, że skorzystałam z szamponu mojego chłopaka i nawet poświęciłam temu zdarzeniu chwilę…

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia / Numery czasopisma

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth Goldsmith, Mikołaj Spodaryk, Yedda Morrison i Nick Thurston. • • • Walkthrough…

Odkrywanie kodu [wprowadzenie]

Nick Montfort / Proza

Oto książka o tym, jak myśleć z pomocą technologii komputerowych oraz dostrzegać w nich część kultury. Programowanie jest tu przedstawione jako sposób iteratywnego modelowania zarówno dzieł sztuki, jak i projektów w obrębie humanistyki dzięki procesowi, który umożliwia programiście odkrywanie –…

Frajda [fragment]

Marta Dzido / Proza

Pamiętasz?   *** O tak. Doskonale. Leżeliśmy w trawie na plecach i wyciągniętym w niebo patykiem odgarnialiśmy chmury. Konie piły wodę ze strumienia, ty miałaś nagie piersi. Cały czas byłem wtedy gotów, wystarczyło, że na ciebie spojrzałem, nawet nie, nawet…

Modlitwy dla opornych [fragmenty]

Jaś Kapela / Poezja

Jaś Kapela dojrzał, bo i sytuacja na świecie dojrzała. Zamiast śmieszkować, jak przystało na Dobrego Trolla, angażuje się po stronie planety Ziemia przeciwko reptilianom i jednemu procentowi najbogatszych. • • • Jaś Kapela jest melancholijnym optymistą. Cierpi za miliony ludzi,…

Parę kartek z "Notesu dla ludzi uczulonych na gluten i laktozę"

Bolesław Chromry / Komiks

Warto czasami pomyśleć. I warto też czasem coś zapisać. Albo narysować wielkiego penisa nudząc się na internalu w sali konferencyjnej. Bolesław Chromry wychodzi naprzeciw oczekiwaniom wszystkich tych, którzy chcieliby sobie wytatuować napis „fuck my life”, ale nie mają odwagi i…

Pozdrowienia ze świata [fragmenty]

Dominika Dymińska /

Czarny Protest, feminizm, miłość, praca, Polska. W swojej trzeciej książce nominowana do Nagrody Nike Dominika Dymińska walczy z ustawionymi gośćmi, którzy chcą decydować o naszym życiu. I ich pokonuje, pokonujemy wszystkie.      Ledwo życieZnam już na pamięć numer mojej karty kredytowej.Udawanie bogatej…

Lucyfer zwycięża [fragmenty]

Ilona Witkowska / Poezja

Ilona Witkowska wie, co pisze, a to wcale nieczęste.Jej wiersze są jak dobrze wymierzone pociski melancholijnego gniewu.Warto uważnie śledzić ich lot. Marcin Sendecki             nie   nie chce się spać.nie chce się robić. ty sobie…

Frontpage Slideshow | Copyright © 2006-2013 JoomlaWorks Ltd.

Piotr Marecki - Shuty i poetyka eseju filmowego

Redakcja

W trakcie ostatnich świąt wielkanocnych Sławomir Shuty na zamkniętej, nieoficjalnej premierze pokazał pierwszą, nieostateczną wersję najnowszego filmu „Pielgrzymka”, zrealizowanego w warunkach kina niezależnego. Od polskiego kina offowego programowo powstającego poza mainstreamem zawsze oczekiwaliśmy, żeby nie siliło się na kopiowanie profesjonalnych produkcji.

Kalkulacja, uśrednianie i spełnianie oczekiwań to zadania głównego nurtu. Off nie powinien zarabiać na etykietę dobrze zrobionego kina.

75-minutowy film Shutego zaspokoi wybrednych wielbicieli rodzimego niezalu. Tylko czy film Shutego jest jeszcze niezależny? To pytanie warto zadać. Na film – jak to zwykle w undergroundzie bywa – nie przeznaczono większych pieniędzy, kamerę pożyczono od kumpla, aktorzy nie wzięli kasy, postprodukcję zrobiono po znajomości (łącznie budżet wyniósł ok. 1500 PLN – podobno pieniądze wyłożył właściciel gruzińskich restauracji). Czystość tego źródełka mąci jeden fakt – cały pomysł na film padłby, gdyby nie skręcono kilku ujęć z lotu ptaka. Pieniądze na wynajem helikoptera w całości pokrył świetnie zapowiadający się lokalny fundusz filmowy, który niedawno zainaugurował działalność. Cel szczytny, ale czy film Shutego – jak chce autor – nadal jest niezależny?

Obraz zrywa z udawaną średniością kina polskiego ostatnich lat. Ostatnio podobny gest wykonał Xawery Żuławski, ekranizując powieść Masłowskiej. Podczas gdy on grubymi krechami przerysowuje bezpieczny polski realizm, Shuty kombinuje w drugą stronę – prowokując do zadawania beznadziejnych pytań o zawartość dokumentu w fikcji i fikcji w dokumencie. „Pielgrzymka” to film programowo ascetyczny, udawany, umowny, grany, eseistyczny. To nie fabuła w tradycyjnym rozumieniu, ale esej filmowy, rozprawka na tematy pierwsze i najważniejsze. Akcja filmu rozgrywa się w samochodzie i jest to trzeci już z kolei film laureata Paszportu „Polityki” eksperymentujący z poetyką kina drogi (poprzednie obrazy to zrealizowane w 2004 r. „W drodze” i w 2006 r. „Luna”). We wcześniejszych fabułach bohaterowie polskich road movies nie mogli odpalić samochodu. Tym razem udaje się wprawdzie uruchomić silnik, ale bohaterowie grzęzną w korkach.

Shuty już w zrealizowanym wspólnie z Barbarą Kurzaj w 2008 roku półprofesjonalnym „Panoptykonie” – społecznym kinie grozy – mocno postawił na kwestie filozoficzne. Jego bohater grany przez Piotra Głowackiego próbował obronić pracę magisterską o systemie społecznym Michela Foucaulta (podobno na potrzeby filmu zostały zamówione duże partie wywodu dotyczącego francuskiego myśliciela). Te rozpoznania przyczyniły się do zbudowania konstrukcji bloku, w którym toczy się akcja filmu. Najnowszy obraz to mix wcześniejszych eksperymentów z zakresu kina drogi i kina społeczno-filozoficznego.

Jest tylko jeden polski film, który stanowić mógł punkt odniesienia dla krakowskiego prozaika i reżysera – „Iluminacja” (1972) Krzysztofa Zanussiego. Znana jako polski esej filmowy, do którego reżyser „Barw ochronnych” zaangażował znanych fizyków i filozofów – rozpoczyna się wykładem Tatarkiewicza na temat tytułowej iluminacji. Podobnie jest w przypadku bohaterów Shutego. Reżyser zrezygnował ze swoich nieprofesjonalnych aktorów tworzących Cyrk Shuty, którzy zagrali we wcześniejszych offowych produkcjach oraz dyplomowanych aktorów, z którymi pracował w „Panoptykonie”. Zaangażował do filmu rozpoznawalnych w Krakowie lewicowych intelektualistów młodego pokolenia, znanych z imienia i nazwiska – m.in. Kubę Mikurdę, Jana Sowę, Andrzeja Leśniaka, Stanisława Liguzińskiego. Dokładnie piątkę, tyle, ile mieści się w samochodzie Volkswagen Passat, w którym rozgrywa się akcja. Film trwa tyle minut, ile jedzie się z kampusu uniwersyteckiego do centrum miasta w okresie największych korków, spowodowanych rozpoczynającymi się właśnie świętami wielkiej nocy (dodać należy, że zwolnione tempo organizuje obraz Shutego).

Akcja rozpoczyna się na uniwersytecie – w nowoczesnym, potężnym i pustym szklanym budynku. Kończy się zebranie naukowe, w ramach którego jeden z pracowników przedstawiający referat p.t. „Dlaczego matematyka” (napis na tablicy) konkluduje, że zawsze należy wychodzić od pytań fundamentalnych. Dopowiedzmy – film Shutego, podobnie jak „Iluminacja” Zanussiego będzie się wokół nich obracał…

Kampus jest zupełnie wyludniony, studenci mają godziny rektorskie, zaczynają się święta, młodzi naukowcy wychodząc z zebrania mówią, że to najradośniejszy okres, bo od soboty do niedzieli Bóg nie żyje. Ten typ humoru będzie nam towarzyszył do końca filmu. Pięciu młodych naukowców, kostycznych, przyziemnych wsiada do jednego samochodu i kieruje się do centrum miasta. Jeden z nich mówi, że gdyby spotkał ich wypadek, albo w samochód uderzył piorun, byłoby po instytucie. Te słowa budują suspens w sposób analogiczny do pozostawionej pod stolikiem bomby. Reżyserowi do końca filmu udaje się zachować napięcie polegające na tym, że widz spodziewa się jakiegoś wypadku, czy katastrofy, pomimo że samochód stoi. Stoi w korku (oczywiste nawiązanie do filmu „Week End” Jeana-Luca Godarda z 1967 roku, zresztą podobnie jak u Godarda na poboczu umieszczone zostały porozbijane samochody z kolekcji członka Cyrku Shuty – Emeryta, które zagrały wcześniej w filmie „W drodze”). Efekt ten osiągany jest przez skupienie się na tym, co wydarza się wewnątrz i dzięki perfekcyjnie poprowadzonym dialogom. Coś czai się na bohaterów, coś zewnętrznego, tymczasem w samochodzie toczy się ożywiona dyskusja.

Zaczyna się bardzo spokojnie – napięcie wzrasta z minuty na minutę. Jeden z bohaterów wspomina, że na ostatnich zajęciach ktoś powiedział „Jezus Chrystus” i salę obiegł rechot, jak w podstawówce na słowo „seks”. Cały film rozegra się właśnie w dialogach prowadzonych w samochodzie (ukłon w stronę filmu „Noc na ziemi” Jarmusha), wydłużonych i przeciągających się w nieskończoność zbliżeniach twarzy bohaterów i paru retrospekcjach. Bardzo specyficzy dowcip, wywód filozoficzny, i to, w czym Shuty się specjalizuje – horror, napięcie i strach.

Zaczyna się bardzo spokojnie – napięcie wzrasta z minuty na minutę. Jeden z bohaterów wspomina, że na ostatnich zajęciach ktoś powiedział „Jezus Chrystus” i salę obiegł rechot, jak w podstawówce na słowo „seks”. Cały film rozegra się właśnie w dialogach prowadzonych w samochodzie (ukłon w stronę filmu „Noc na ziemi” Jarmusha), wydłużonych i przeciągających się w nieskończoność zbliżeniach twarzy bohaterów i paru retrospekcjach. Bardzo specyficzy dowcip, wywód filozoficzny, i to, w czym Shuty się specjalizuje – horror, napięcie i strach.

W jednej z inscenizowanych retrospekcji widzimy bohatera stojącego w pokoju i patrzącego w ramę okna, za którym pokazana jest niewielka atrapa kościoła na Rynku Podgórskim i wychodzący z niego ludzie zastąpieni przez marionetki. Przestrzeń pokoju narysowana jest kredą, okno to stojące ramy, a kościół to figurka kupiona w Sukiennicach. Takim zabiegiem umowności miejsca (jak w „Wiecznych pretensjach” Grzegorza Królikiewicza) podejmuje krakowski artysta polemikę z wszechobecnym realizmem kina polskiego. Z offu słyszymy głos: „Kiedy ich zobaczyłem, takie masy, pomyślałem, co by było gdyby tę energię wykorzystać nie na marnotrawienie czasu, ale skanalizować raz w tygodniu na porządnym wykładzie marksistowskim?”. Przerywają śmiechy. „Kiedy to pomyślałem, a trzymałem w ręku talerz z kanapkami, w tym samym momencie spadły mi obydwie – masłem na podłogę”. Po raz pierwszy w filmie pojawi się powtarzany kilkakrotnie motyw spadania. Scena ta jest komentowana mniej więcej w taki sposób. „Jeśli on jest, to my rzeczywiście mamy najbardziej przejebane”. „Nas już nie ma” – mówi ktoś inny. Jeszcze kolejny dodaje „Najbardziej to ja, bo jestem apostatą, a to prawie jak ekskomunika”. Siedzący w środku Sowa kontynuuje narrację: „Ja tam przyjmuję argumentację Simona – gdyby Bóg był, to widząc jakie to wszystko jest zajebiste, nie ukrywałby się. Mógłby sobie pojechać na wycieczkę do Wenecji”. Każda z tych kwestii kończy się śmiechem, ale także wprowadzającym niepokój spowolnieniem tempa.

Kolejna umowna retrospekcja z głosem z offu. Znowu Sowa: „Kiedyś byliśmy na Skałkach Twardowskiego, we 4 osoby, skręciliśmy jointa i okazało się, że nie ma ognia. Gdzieś tam dalej stała kapliczka i paliła się świeczka, podbiliśmy, zapalamy, normalnie ciemno w oczach, siedliśmy na schodach i jak nie pierdolnie jakiś kawałek skały obok nas. Się oderwał”. I tak dalej, kiedy bohaterowie będą jechać obok Wawelu, mowa będzie o „panu Dziwiszu” (kilka razy zostanie powiedziane „pan Dziwisz„), ktoś inny wspomni, jak z akademika studenci wychodzili witać papieża wygrażając mu pięściami (scena pokazana w rektrospekcji). Dialogi, śmiechy, spowolnione zdjęcia – całość trudno opowiedzieć, bo to, co istotne, owszem, wybrzmiewa w kilometrowych dialogach, ale zyskuje sens dzięki możliwościom medium filmowego.

Mówi się, że najlepszy polski film religijny zrobił ateista Kawalerowicz. „Matka Joanna od Aniołów” (1961), czołowy polski film walczący z kościołem, jest pokazywany przez kler jako przykład kina metafizycznego. Coś podobnego udaje się Shutemu. Ten eseistyczny obraz oparty na filozoficznych dialogach operuje swobodnie długimi, lecz nie nużącymi fragmentami wykładów i dyskusji, padają nazwiska Badiou, Żiżka, Agambena – wmieszane pomiędzy antyklerykalne dowcipy. Film wprost nawiązuje do umownych, drażniących pozycji opartych na gadaniu takich jak „Wania na 42 ulicy” (1994) Louisa Malle`a, czy genialnych obrazów rumuńskich ostatnich lat (jak „First of all, Felicia”), w dążeniu bohaterów do centrum, do sedna jest czymś na wzór „Stalkera” (1979) Tarkowskiego. Bezpośrednie, balansujące na pograniczu bluźnierstwa cytaty z arcydzieła Tarkowskiego to kilkuminutowe zbliżenia twarzy bohaterów, które w nieskończoność rozciągają monotonię ulicznego korka.

Shuty konsekwentnie łamie wszystkie wyznaczniki tradycyjnie pojętej instytucji kina. Film nie ma początku, rozwinięcia akcji, końca, odchodzi od fabuły w stronę eseju, wykładu, kolażu. Bohaterowie grają Brechtem, nie są pokazywane żadne emocje, nie jest możliwe zjawisko identyfikacji. Już widzę te miny krytyków, którzy będą mówić „to nie jest kino”. Film, podobnie jak wcześniejsze dokonania, podpisuje kolektyw Cyrk Shuty (analogicznie do działań Godarda z okresu Dziga Vertov Group). Tym gestem artysta przeciwstawia się rynkowemu promowaniu marki nazwiska reżysera. Powtórzmy: te wszystkie działania po to, żeby złamać dominujący w Polsce bezpieczny realizm!

Film Shutego to najbardziej nieoczywiste i nieklasyfikowalne kino religijne i antyreligijne w jednym, kino nielegalne i zabronione w kraju nad Wisłą, i w Krakowie, duchowe i materialne, metafizyczne i fizyczne, dostarczające argumentów za i przeciw; kino, które obejrzeć może słuchacz Radia Maryja i czytelnik „Bez dogmatu”. Kino nierozstrzygające. W kraju, w którym żaden z reżyserów nie zbliżył się do dokonań Tarkowskiego i Bressona, zrobił to niezależny reżyser bez wykształcenia filmowego, naturszczyk, na pograniczu wygłupu filmowego, medytacji i akademickiego wykładu. Jednym słowem – Shuty wysmażył filmowy esej. Miło ogłosić, że „Iluminacja” Zanussiego ma następcę.

PS Nie wspomniałem, po co Shutemu był helikopter. Wiele ujęć stojącego w korku samochodu zostało nakręconych z góry, z pozycji potężnego głazu, który wisi nad jadącym samochodem (apokaliptyczność znowu wzięta z Godarda). Widz widzi ten głaz, dialogujący w samochodzie – nie. Wyobraźni czytelników tej recenzji zostawiam, czy reżyser każe spaść kamieniowi na samochód i zgnieść jego pasażerów oraz to, czy zabieg ten nie trąci campem, efekciarskim przerysowaniem.

Skądinąd wiemy z rozmowy z twórcą, że film ma mieć wersję reżyserską, gdzie zakończenie będzie inne niż podczas krakowskiej projekcji.

Szczerze polecam wszystkim obejrzenie tego filmu, już wkrótce na ekranach naszych komputerów. Oficjalna premiera – jak zapewnia reżyser – odbędzie się w któreś narodowo-patriotyczno-kościelne święto, kiedy twórca postawi już ostatnią kropkę nad i. Recenzja ta napisana jest po projekcji roboczej dla znajomych.

PS2 Stanisław Liguziński, jeden z „aktorów” biorących udział w przedsięwzięciu Shutego przekazał mi w poufnej, późnonocnej rozmowie, przeprowadzonej w pewnym kynologicznym krakowskim lokalu, że do nakręcenia „Pielgrzymki” Shutego zainspirowała afera wokół rzeźby „La Nona” Ora Maurizio Cattelana, wystawianej w 2000 roku w warszawskiej Zachęcie. Przypomnijmy, że instalacja przedstawiała byłego już papieża-Polaka przygniecionego meteorytem. Owo niezbyt komfortowe położenie skłoniło posła na sejm RP Witolda Tomczaka, należącego do pokolenia JPII, do udzielenia niezwłocznej pomocy odzianemu w biel poszkodowanemu. Niebieskie ciało, przygniatające ciało z kości i krwi, zostało tak niefortunnie usunięte, iż Papież doznał w jego wyniku bolesnej kontuzji urwania lewej nogi.

Teorie spiskowe głoszą, iż tytuł rzeźby nawiązywał do godziny śmierci papieża, która miała miejsce o 9:37 i że stanowi on jednoznaczne potwierdzenie kosmicznego spisku na życie papieża, którego dopełnienie miała sygnalizować rzeźba. Sceptycy zauważają, że w zależności od regionu, godzina 9:37 może być czytana jako dziewiąta trzydzieści siedem, bądź za dwadzieścia trzy dziesiąta, co kłóciłoby się z tytułem instalacji, który w tłumaczeniu brzmi „dziewiąta godzina”.

Pytany o interpretację, Liguziński stwierdził, że nie może udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ze względu na nietypową metodę pracy z aktorami, jaką stosuje Shuty. Wzorując się na Mike’u Leigh, krakowski reżyser jedynie proponuje temat poszczególnych scen, uważnie słuchając wypowiedzi „aktorów”. Jedna scena powtarzana jest, dopóki nie przyjmie akceptowanej przez Shutego formy. Wtedy jej przebieg odtwarzany jest przed kamerą. Taka mieszanina improwizacji i pracy z tekstem (Shuty nie pozwala na najmniejsze odejście od zaakceptowanej wersji), utrudnia rozszyfrowanie intencji autorskiej.

Nagabywany o własne intuicje, Staszek stwierdził, że Shuty prawdopodobnie zadaje pytanie, nie tyle o pierwszą przyczynę, ale o moment poprzedzający uderzenie meteoru. Pewny, iż poszukiwanie początku musi wieść do intelektualnego kabotyństwa, reżyser obiera cel skromniejszy, choć tylko pozornie łatwy – docieczenie poprzedniego ogniwa, w łańcuchu przyczynowo-skutkowym. Dlaczego meteor trafił Jana Pawła? Czy trafiłby również Jana Sowę? Czy z Kuby Mikurdy ktoś próbowałby zdjąć ten nieprawdopodobny ciężar? Czy znalazłby on swojego posła Tomczaka? A jeśli tak, to czy ten urwałby mu nogę przy udzielaniu pomocy? Czy związałby go ze sobą dozgonną wdzięcznością lub dozgonną inwalidzką rentą? Na zakończenie rozmowy, Liguziński kwitując śmiechem kilka ostatnich zdań, stwierdził, że nasza dyskusja przybiera co prawda komiczną formę, ale za tymi anegdotami kryją się ważkie pytania. O uzależnienie, o przyczyny anomalii, o życiowe postawy i zwykłą pragmatykę palenia jointów. I takie właśnie jest kino Shutego.

„Pielgrzymka”, reż. Cyrk Shuty, Polska 2010.

Online za darmo

ha-art-55-3-2016
Numer specjalny: DANK MEMES

Ha!art 55 3/2016

Numer specjalny: DANK MEMES W środeczku: Ahus, Mateusz Anczykowski, Cichy Nabiau, Cipasek, Czarno-biały Pag, Ewa Kaleta, Princ polo, Top Mem, Przemysław...Więcej...
literatura-polska-po-1989-roku-w-swietle-teorii-pierre-a-bourdieu
Nadrzędnym celem projektu był naukowy opis dwudziestu pięciu lat rozwoju pola literackiego w Polsce (1989–2014) i zachowań jego głównych aktorów (pisarzy...Więcej...
bletka-z-balustrady
Bletka z balustrady to ciąg zdarzeń komponujący cyfrowy wiersz. Algorytm opiera się na ramie syntaktycznej utworu Noga Tadeusza Peipera, z którego zostały...Więcej...
rekopis-znaleziony-w-saragossie-adaptacja-sieciowa
Dzięki umieszczeniu arcymistrzowskiej prozy hrabiego Potockiego w cyfrowym otoczeniu, czytelnik otrzymuje gwarancję świeżej i pełnej przygód lektury....Więcej...

Czasopismo

ha-art-59-3-2017

Ha!art 59 3/2017

Literatura amerykańska XX i XXI wieku, o której nie mieliście pojęcia Autorki i autorzy numeru: Sandy Baldwin, Charles Olson, Piotr Marecki, Araki Yasusada, Shiv Kotecha, Lawrence Giffin, Kenneth...

Książki

Książki (1)

robbo-solucja
Piotr Marecki, Wojciech „Bocianu” Bociański, Piotr „Kroll” Mietniowski, Krzysztof „Kaz” Ziembik
frajda
Marta Dzido

Książki (2)

lucyfer-zwycieza
Ilona Witkowska
pozdrowienia-ze-swiata
Dominika Dymińska
szklane-pszczoly
Ernst Jünger
przyducha
Maciej Piotr Prus
Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information