Natalia Rolleczek - Drewniany różaniec
"„Orędowniczek” było to pisemko młodzieży eucharystycznej. Wszystkie sieroty w zakładzie należały obowiązkowo do Krucjaty Eucharystycznej, gdzie otrzymywały miano Rycerek Chrystusa Króla. W szwalni, pod przewodnictwem księdza katechety, odbywały się dwa razy w miesiącu zebrania Krucjaty, na które przychodzili Rycerze Chrystusa Króla, chłopcy z siedmioklasowej szkoły powszechnej."
• • •
Fragment wznowionej przez Korporację Ha!art powieści Natalii Rolleczek.
Drewniany różaniec
– Siadaj, Natala, i nie przeszkadzaj – powiedziała do mnie siostra Modesta. – Weźmiesz kartkę papieru i zabierzesz się do pisania referatu. W bieżącym miesiącu „Orędowniczek” ogłosił dwie ankiety. Każda z was może dowolnie wybrać temat, który się jej bardziej podoba. Pierwszy z nich: „O co prosiłabym Matuchnę Bożą, gdybym ją spotkała w lesie?” – nadaje się dla młodszych rycerek. Drugi temat: „Jaki domek wybudowałabym dla Pana Jezusa?” – mogą wziąć starsze dziewczęta. Oba zresztą są ładne i łatwe. Wypracowanie nie może być krótsze niż na dwie strony. A teraz cisza i proszę myśleć, żeby potem w wypracowaniu nie było głupstw.
„Orędowniczek” było to pisemko młodzieży eucharystycznej. Wszystkie sieroty w zakładzie należały obowiązkowo do Krucjaty Eucharystycznej, gdzie otrzymywały miano Rycerek Chrystusa Króla. W szwalni, pod przewodnictwem księdza katechety, odbywały się dwa razy w miesiącu zebrania Krucjaty, na które przychodzili Rycerze Chrystusa Króla, chłopcy z siedmioklasowej szkoły powszechnej.
Pisanie wypracowań na tematy ogłoszone w „Orędowniczku” było udręką bodaj czy nie dotkliwszą
od najbardziej żmudnych obowiązków. Najwięcej cierpiały przy tym maluchy. Nie mogąc poradzić sobie z tematem, stawiały kilka koślawych zdań, przekreślały, zaczynały od nowa w niepewności i trwodze, że oto czas mija i niedługo trzeba będzie oddać wypracowanie gotowe. Łzy mieszały się z atramentem, siostra Modesta tłukła niezgraby linijką po łapach i przynaglała do pośpiechu.
Po kilku godzinach takich katuszy dziewczynka oddawała pełną gryzmołów kartkę i płacząc, szła do kąta za karę. Starsze dziewczęta jakoś prędzej dawały sobie radę, ale i przy ich stole panował nastrój rozterki, gorączkowych szeptów i podniecenia. I tak wśród wzajemnych oskarżeń o podpatrywanie, kłótni o atrament, wydzierania sobie kartek i cichego przekupstwa, rodziło się wypracowanie dla eucharystycznego „Orędowniczka”.
W sobotę poprzedzającą zebranie Krucjaty siostra Modesta obwieściła nam przy obiedzie:
– Dzisiaj rekreacji nie będzie. Po odrobieniu lekcji wszystkie rycerki zostają w sali. Omówimy wasze ostatnie wypracowania.
Skoro minął czas wyznaczony na naukę, zakonnica wyjęła z rękawa habitu kartki z naszymi referatami:
– Większość z was wybrała drugi temat: „Jaki domek zbudowałabym dla Pana Jezusa?”. Na dwadzieścia referatów dobry jest tylko jeden. Celiny. Resztę należałoby wrzucić do pieca.
Spojrzałyśmy na Celinę. Nawet nie drgnęła, jak gdyby pisanie najlepszych wypracowań było jej codziennym zwyczajem.
– Przeczytam wam początek jej referatu, abyście na drugi raz wiedziały, czego „Orędowniczek” od was wymaga.
„Domek dla Pana Jezusa zbudowałabym z róż powiązanych promieniami zorzy. Podłogę wysypałabym koronami lilii i niezabudek. Za futryny powtykałabym pęki jaśminu, a dach pokryłabym najwonniejszymi ziołami. Wszędzie rozwiesiłabym przecudowne zasłony, a na łoże narzuciłabym drogie futra, makaty i kobierce. Do kadzielnic nasypałabym mirry i aloesu, nakupiłabym pachnącego balsamu, a także olejków. Wokół domu ustawiłabym chór aniołów…”
– Tu popełniłaś błąd, moje dziecko – powiedziała zakonnica łagodnym głosem. – Ty nie możesz kazać ustawić się aniołom i dyrygować nimi. Anioły, jako duchy nieskończenie czyste, nie podlegają naszym rozkazom. Chyba że sam Stwórca by im to zlecił. Ale ten obraz jest ładny. Zmień to w ten sposób, że widzisz wokół domku klęczące szeregi rycerek i rycerzy Krucjaty Eucharystycznej.
Oddała tekst Celinie, która przyjęła go z obrażoną miną, i sięgając po następne wypracowanie, lodowatym tonem podjęła:
– A teraz, dla kontrastu, posłuchajcie, co na ten sam temat napisała jedna z dziewcząt. Jedna ze starszych rycerek, która winna przyświecać młodszym dobrym przykładem:
„Jaki domek zbudowałabym dla Pana Jezusa?
Domek dla Pana Jezusa zbudowałabym taki: Powinien stać na wsi, ale żeby było blisko miasta, na targ. Jak ma być skromny, to wystarczą dwa pokoje, sień i kuchnia. A jak ma być bogaty, to pokojów może być więcej. I żeby był strych na szuszenie bielizny, a w podwórzu albo w piwnicy składzik na węgle i ziemniaki. A jeszcze powinna być drewutnia. I niechby na podwórzu była pompa, a w kuchni woda w rurach. Ale nie tylko zimna, jak u nas w zakładzie, ale tyż ciepła. Podwórze powinno być zawsze czyste, ale nie kamieniem wyłożone, bo od kamienia drób choruje i parszywieją mu nogi. Jakby było parę zagonów ziemi, to można posadzić ziemniaki i chować świnkę. Drób obstanie o tym, co odchodzi ze stołu i żeby mu przyrzucić pośladu”.
– I takich bzdur z błędami ortograficznymi na przeszło trzy strony – zawołała z gniewem siostra Modesta. – Weźmy chociażby ten kawałek:
„ …Pościel z łóżek trzeba wietrzyć, żeby nie było pcheł, a podłogi, jak są drewniane, szorować
co drugi dzień i wycierać do sucha, żeby nie zapuścić grzyba…”
– Róziu, wstań!
Rózia niechętnie wstała.
– Czy zdajesz sobie sprawę, dlaczego twoje wypracowanie jest nie tylko szkaradne, ale przede wszystkim ubliżające wszystkim rycerkom i całej naszej krucjacie?
Rózia przestąpiła z nogi na nogę, milcząc bezradnie.
– Odpowiedz!
Widać było, jak Rózia męczy się, nie wiedząc, czego od niej chcą.
– Odpowiadaj!
– Dlatego, żeś opuściła łazienkę i lodówkę – podszepnęłam prędko.
– Lodówkę… – mruknęła Rózia. Zakonnica podeszła bliżej:
– Co, bo nie dosłyszałam?
– Lodówkę…
– Jaką lodówkę?!
– Eucharystyczną… – podpowiedziałam.
– Lodówkę eucharystyczną – powtórzyła Rózia tępo.
Sabina wydała okrzyk zgrozy, a siostra Modesta, schwyciwszy Rózię za ramię, popchnęła ją ku drzwiom:
– Wynoś się z sali! Dziś i jutro zostaniesz w kaplicy od obiadu do wieczora!
Rózia wyszła, nadal nie rozumiejąc, za co spotyka ja kara.
Gdy zamknęły się za nią drzwi, zakonnica głosem pełnym goryczy podjęła:
– Od jakiegoś czasu wytrzymać z wami nie można. Diabeł was opętał, czy co? Jedna z drugą odpyskowuje jak na targu. – Zamilkła na chwilę, by ochłonąć ze wzburzenia. – Wracając do naszych rozważań, to żadnej nie chciało się opracować należycie tematu. Pisałyście, aby zbyć. Poza jedną Celiną, która dała jakąś myśl, jeszcze może Zośka była bliska właściwego ujęcia. Cóż, kiedy lenistwo przeszkodziło jej wywiązać się uczciwie z zadania. Zaczęła od wyznania, że chciałaby postawić Panu Jezusowi kościół, a w dalszym ciągu referatu opisała co do joty nasz kościół parafialny, nie zadając sobie ani krztyny trudu, by wymyślić coś nowego. I żeby chociaż to był religijny opis, pobudzający do rozmyślań, przepojony miłością i czcią dla świętego miejsca. Gdzie tam! Jak komornik albo handlarz, wyliczyła wszystko i na tym koniec. Tu zajrzała do tekstu:
– Posłuchajcie: „A w tym kościele byłoby czterdzieści ławek, pięć konfesjonałów, dwie kaplice, jedna chrzcielnica, jeden długi dywan pośrodku i dwa krótkie po bokach, jeden chór z dużymi organami i dwie ambony…”.
– Proszę – podjęła, mnąc gniewnie kartkę. – Oto macie przykład, do czego dochodzi, gdy rycerka nie umie w swoje dzieło tchnąć serca. Tam, gdzie z miłości do Pana Jezusa powinna włożyć całą duszę, tam, jak grabarz, bezdusznie odrabia swój obowiązek.
Trzepnęła linijką po plecach jedną z małych, kręcącą się niespokojnie, i dowodziła dalej:
– Gdybyście więcej pracowały nad swoim charakterem, pielęgnowały zalety, które kościół poleca nam rozwijać, wówczas i wasze wypracowania wyglądałyby inaczej. Chciałabym wiedzieć – zwróciła się do Zośki – co ci strzeliło do głowy z tymi dwiema ambonami? Gdzieżeś to widziała? Czy w którymkolwiek kościele – weźmy, na przykład, w naszym kościele parafialnym – są dwie ambony?
Zośka namyślała się chwilę, a potem westchnęła:
– Widzi siostra, że nie odpisywałam wcale z naszego kościoła, bo u nas jest tylko jedna ambona.
– Nie mam twojego wypracowania, Natala – powiedziała siostra Modesta, wyprawiwszy Zośkę na pokutę do kaplicy. – Musiałaś go nie oddać. Albo wcale nie napisałaś.
– Napisałam! Helka widziała, jak oddawałam. Może siostra zgubiła…
– W każdym razie zobacz w swoich kartkach, czyś przypadkiem nie wsunęła do zeszytu.
Z tego wywnioskowałam, że nasza opiekunka nie jest pewna, czy nie zgubiła mego wypracowania.
W niedzielę szwalnia uroczyście przystrojona choiną i emblematami maryjnymi zapełniła się młodzieżą eucharystyczną: rycerkami i rycerzami do lat osiemnastu. W naszych odświętnych sukienkach, z medalami krucjaty na piersiach, stałyśmy rzędem pod ścianą, każda z „Orędowniczkiem” w ręku. Naprzeciwko nas półkolem zasiadły na krzesłach zakonnice. Mateczka przełożona w fotelu obok księdza katechety. Przed nim leżał na stole stos „Orędowniczków” i nasze wypracowania położone tam jeszcze wczoraj przez siostrę Modestę.
Po wspólnym odśpiewaniu hymnu i odmówieniu modlitw ksiądz katecheta zagaił zebranie.
– Drogie rycerki i rycerze, znacie z „Orędowniczka” temat ostatniej ankiety, nie będę więc wam go powtarzał. Chciałbym natomiast, aby obecni tu Rycerze Chrystusa Króla, a moi uczniowie, posłuchali pięknego wypracowania jednej z rycerek, które siostra-opiekunka uznała za wzorowe. Przeczytamy je sobie wspólnie, a potem wyślemy do redakcji „Orędowniczka” i miejmy nadzieję, że zostanie ono wydrukowane.
Sięgnął po wypracowanie leżące na wierzchu i zaczął czytać:
„O co prosiłabym Matuchnę Bożą, gdybym ją spotkała w lesie?
Gdybym spotkała Matuchnę Bożą w lesie, to przede wszystkim powiedziałabym jej, że nasz sierociniec razem z siostrą Modestą, jest miejscem gorszym od piekła”.
• • •
Natalia Rolleczek - (urodzona w 1919 r.) prozatorka, dramatopisarka. Dzieciństwo spędziła w Zakopanem, gdzie w latach 1930-1931 przebywała w sierocińcu prowadzonym przez felicjanki). W czasach wojny członkini AK. Przez wiele dekad związana z Krakowem, mieszkała między innymi w Domu Literatów przy Krupniczej 22. Debiutowała w 1945 roku. Oprócz autobiograficznej powieści "Drewniany różaniec" (1953) opublikowała wiele książek dla dzieci i młodzieży, z których najbardziej znana to "Kochana rodzinka i ja" (1961).
• • •
Więcej o książce Drewniany różaniec Natalii Rolleczek w katalogu wydawniczym Korporacji Ha!art
Drewniany różaniec w naszej księgarni internetowej
!!! MAKIETA !!!
?
!!! MAKIETA !!!
?
