Nick Montfort

Oto książka o tym, jak myśleć z pomocą technologii komputerowych oraz dostrzegać w nich część kultury. Programowanie jest tu przedstawione jako sposób iteratywnego modelowania zarówno dzieł sztuki, jak i projektów w obrębie humanistyki dzięki procesowi, który umożliwia programiście odkrywanie – w toku owego procesu programowania – ostatecznego efektu, jaki osiągnie ten projekt.

Marta Dzido

Kilkanaście minut wcześniej zjedliśmy czarodziejską roślinę, czar-ziele, chcieliśmy wszystkiego doświadczać jeszcze mocniej i jeszcze więcej. I choć nie do końca wierzyliśmy w jej magiczną moc, trzeba było spróbować. Dla zabawy, przygody, z chęci przeżycia czegoś nowego. Kiedy myślałem, że już nic z tych czarów nie będzie, ty zapadłaś w długi półsen, a ja miałem wrażenie, że połknąłem motyla, że mam motyle w brzuchu. Las zmienił się w dżunglę, stanęłaś nagle pod drzewem owinięta od stóp do głów kolorową włóczką.

Konrad Janczura

To był ten jeden jedyny poniedziałek, poniedziałek bez „ja”. Zamiast „ja” był „on”. „On” z całą swoją ciężką artylerią form, którymi zgniótł tę drugorzędność, jakiej nikt nie może się oprzeć – człowieczeństwo. „On” – z marszowym krokiem, tak bardzo metalicznym, a jednocześnie ludzkim. O takim właśnie wybryku człowieczeństwa nie śnił żaden myśliciel, bo żaden myśliciel nie mógł go wymyślić. To nie człowiek – to możliwość człowieka. A jednocześnie maksimum siły, które zmieścić może mizerny, wodnisty, ludzki odwłok. On.

Ernst Jünger

Mieliśmy zwyczaj spotykać się u kolegi, który zamieszkiwał pokój na najwyższym piętrze czynszowej kamienicy, jakie budowano wówczas równie szybko, jak niesolidnie. (...) Kolega ten nazywał się Lorenz; był szczupłym, nieco nerwowym chłopcem i również służył wcześniej w lekkiej kawalerii. Lubiliśmy go wszyscy; było w nim coś z dawnej wolności, z dawnej beztroski. Niemal każdy miał wtedy jakąś ideę; była to szczególna właściwość lat, które nastąpiły po tamtej wojnie. Jego idea zasadzała się na przekonaniu, że źródłem wszelkiego zła jest maszyna.

Lutz van Dijk

Zawróciliśmy i poszliśmy razem w kierunku dworca miejskiego. Bez problemu znaleźliśmy jeszcze otwarty lokal. Teraz, w świetle, gdy składał zamówienie, mogłem przyjrzeć się mu trochę dokładniej. Oceniłem, że ma dwadzieścia parę, najwyżej dwadzieścia pięć lat, ale gdy się uśmiechał, wyglądał zaledwie na siedemnastolatka. Poza tym był mniej więcej mojego wzrostu, ale z pewnością silniejszy. Wydawało mi się, że nosił mundur podoficera lotnictwa, ale aż tak dobrze nie znałem się na oznaczeniach. Jednego nie dało się zmienić: był żołnierzem Wehrmachtu.

Maciej Piotr Prus

W Psie pełno, jak za dawnych czasów. Zamawiam whisky. Dookoła znajome twarze. W drugiej sali koncert zespołu Plastic Bag. Świetnie grają. Ludzie rozbawieni, tańczący. Wokalista prosi, żeby podczas refrenu publiczność skandowała za nim jedną frazę: „Nie bać”. I zaraz to „nie bać” zamienia się w „jebać”. I to „jebać” jak okrzyk wojenny wypełnia cały klub. Jest jak głos złotego rogu i wydaje się, że nie ma już odwrotu, że czas stawiać kosy na sztorc, odkopywać broń, budować barykady i ruszać, atakować Zakład Ubezpieczeń Społecznych, Urząd Skarbowy, policję tajną i dwupłciową.

Konrad Janczura

Od rana trzeba było towar rozwozić. Zajechali najpierw na Lubaczów, na ruski targ. Tam jest w centrum miasta taka stara miejscówa, gdzie się rozkładają handlarze. Kiedyś było ich więcej, ale gmina wygnała większość na przedmieścia. I tam nikt nie chodzi, ale co zrobisz. Władza to władza. No, targ ruski, bo na handel dawniej głównie ze wschodu przyjeżdżali. Co to u nich nie można było kupić!

Anna Fiałkowska

Nie o książkę tak naprawdę chodziło, ale o to, że chciałam poczuć się lepiej. Chciałam wydać pieniądze i poczuć się lepiej, bo tylko kiedy wprowadzałam pieniądze do maszyny i widziałam, co maszyna w postaci rąk sprzedawcy oddaje mi w zamian za te pieniądze, czułam się lepiej. Musiałam wrzucić monetę do szczeliny i poczekać na nagrodę. Tak działa życie wszystkich dziewczyn – jestem jedną z nakręcanych lalek, która działa na złote żetony.

Dariusz Orszulewski

Wszyscy, których poznałem, po miesiącu porażek okrzepli. Mięczaki, wrócili do Polski. Ja zostałem, choć nie okrzepłem. Pierwszy miesiąc zrobił ze mnie chochoła. Łatwopalną, wyblakłą, słomianą kreaturę. Postanowiłem, że zmienię to na święta. Bałem się popaść w apatię, bałem się Wigilii w samotności. Po raz pierwszy w życiu samodzielnie miałem wysłać życzenia wszystkim, którzy już o mnie zapomnieli.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information