Susan Taubes

Obudź się, dziś jest ślub! Piszczy blondynka z wypiekami na twarzy. Jej odsłonięte, ślinie poznaczone żyłkami ramiona unoszą w górę szyfonową apaszkę i powiewają nią w geście generała zwołującego armię. Mknie przez pokój jak menada, prowadząc w swym pochodzie grupę zaniedbanych europejskich intelektualistów, którzy rzucają ukradkowe spojrzenia na wynoszone na taras srebrne tace przybrane szynką.

Marcin Kępa

Nienawidził pisać SMS-ów, najchętniej rozpieprzyłby te mikroskopijne klawisze w cholerę, a po lekturze któregoś z esejów o Kafce i Gombrowiczu utwierdził się w przekonaniu, że telefon to demon, mass media – podłoże Apokalipsy, zaś możliwość komunikowania się w ciągu paru sekund z całym światem to już nawet nie McLuhanowska globalna wioska, ale zwykła wiocha.

Marcin Kępa

Piotr Polak nie przepadał za zrzeszaniem się w różnej maści stowarzyszenia, fundacje, partie (to już wiemy) czy organizacje charytatywne. Był w sumie indywidualistą, a konieczność współpracy z innymi traktował jako pokutę, szczególnie w przypadku person o, mówiąc eufemistycznie, niezbyt rozległych horyzontach myślowych.

Wojciech Szymański

We wstępie do książki Postminimalism z 1977 roku Pincus-Witten wyznacza dokładne ramy chronologiczne i geograficzne zjawiska, które nazywa postminimalizmem. Rozkwit tej tendencji zamyka się według niego w dekadzie 1966–1976 i stanowi przejaw tego, co autor określa jako „historię zmieniającego się nastroju w rozumieniu wartości formalnych w Ameryce”.

Konrad Janczura

Było jedno miejsce, wprawdzie nie plenerowe, które od lat utrzymywało się jako wagarowa klitka, dająca masę całkiem niezłej, szczenięcej rozrywki. To stary salon gier video, urządzony w wypożyczalni filmów VHS. Jedno i drugie wciąż funkcjonowało, o dziwo. Nie wiem, jak właściciel to robił, ale całymi dniami mógł tam sobie siedzieć i oglądać filmy.

Alfred Jarry

Gdybym był królem, chciałbym zbudować duży kapelusz stacji dyskietek, jak ten miałem w Aragonii i że te łotry z Hiszpanami nie bezczelnie skradzione ode mnie. Można również dostać się parasol i duży płaszcz, który spadnie na piętach.

Istvan Vizvary

Kupiłem rano arbuza. Ledwo skurwiela do domu dotaszczyłem, musi z dziesięć kilo ważyć. Ale dojrzały jest jak trzeba i dźwięcznie odpowiada na pukanie w to specjalne miejsce, w które puka się arbuzy, żeby porozmawiać z nimi na straganie. Choć targu dobijałem zdrowo przed południem, owoc zdążył już nagrzać się w porannym, lipcowym słońcu. Dlatego aż do tej chwili chłodził się w wannie.

Małgorzata Rybak

Są wakacje – zależy dla kogo. Są upały – niestety dla wszystkich. Ale jest jedna dobra strona tego wszystkiego, że – póki co – nie ma wojny. O wojnie nie gadam często, ale w tym przypadku chcę pokazać, że choć gorąc jest, to wojny jednak nie ma. Na pocieszenie. To będzie historia o Agacie, która jest jednostką wyjątkową, niezależną, dla której nie liczy się nic poza ekstremizmem duchowym.

Ziemowit Szczerek

Widziałeś kiedyś coś takiego, Paweł, jechałeś sobie pustą na amen słowacką drogą, którą najwyraźniej zbudowano w jakichś latach sześćdziesiątych i natychmiast o niej za­pomniano, i nagle przy drodze, pośrodku niczego, stał Cy­gan i stepował. Stepował sobie na wąskim poboczu słowa­ckiej drogi jak, kurwa, Fred Astaire, nawet nie popatrzył na ciebie, jak przejeżdżasz w swojej świętej pamięci vectrze, i stepował dalej.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information