Anna Fiałkowska

Niedawno obejrzałam litewski film pod tytułem Trzy dni. Nie przeczytałam przed seansem opisu i byłam bardzo zdziwiona, kiedy okazało się, że spędziłam przed ekranem półtorej godziny – bez najmniejszej przerwy, ani na siku, ani na papieroska, ani na szklankę wody, co się prawie nigdy nie zdarza w przypadku laptopowych seansów. Bite półtorej godziny patrzyłam na biedę. I dobrze mi się na nią patrzyło.

Gabriel Krawczyk

Allen nie jest już komediowym egzystencjalistą, dla którego humor to amortyzator w podróży przez podziurawione życie. Niektórzy krytycy nazywają to dojrzałością – jak gdyby odrobina humoru była z definicji dziecinna... Ja to nazywam szkodliwym defetyzmem. Defetyzm pochłania prywatność i emocje bohaterów. Rządzi intrygą i jej symbolicznym finałem. Włada doczesnością i (opróżnioną z sensu) eschatologią. Defetyzm jest tu zwyczajny i nieatrakcyjny, a równocześnie nadnaturalnie paraliżujący.

Wiktoria Bieliaszyn

Rozprzestrzeniająca się histeria i paranoja sprawiły, że wybierając się na jeden z dwóch dotychczasowych pokazów Matyldy w Polsce spodziewałam się wszystkiego, co najgorsze: podłożenia bomby pod warszawski Iluzjon, pikiety prawosławnych antysystemowców, którzy na wzór rosyjskich fanów cara Mikołaja mogliby spróbować zablokować wejście do sali kinowej; czy chociażby druzgocącego komentarza ze strony ambasadora Federacji Rosyjskiej, który – bagatela – również był na tym seansie obecny (i chyba całkiem nieźle się bawił).

Paweł Kaczmarski

Czy współczesne gry, zwłaszcza gry wideo, służą przygotowaniu nas do pracy? Nie tyle jakiejś konkretnej pracy, co pracy w ogóle – z całą jej późnokapitalistyczną monotonią i nudą, dyscypliną i poczuciem groteskowej bezcelowości? Czy gry przyzwyczajają nas do pracy w późnym kapitalizmie, oduczając kwestionowania zadań i wytycznych, powodując internalizację najróżniejszych dyscyplinarnych mechanizmów i kapitalistycznego etosu pracy?

Dawid Juraszek

Przepraszam dzieci i młodzież. Tych, którzy teraz chodzą do szkół lub cmoktają smoczki. Przepraszam, bo ich Ziemia będzie brzydka i brudna, pełna śmieci – i śmierci. Nawet jeśli zapaść klimatyczna nie skończy się zagładą znanego nam i im świata, to i tak nasze duchy będą musiały się kajać za nieodwracalne zeszpecenie krajobrazów, za nieodwracalne zubożenie bioróżnorodności, za nieodwracalne zniszczenie wiary, że gdzieś jeszcze pozostały nieskalane przez nasz gatunek miejsca.

Wojtek Żubr Boliński

Ten schemat przerabiałem z dziewczętami niejeden raz. Chodziliśmy sobie, chodziliśmy i nagle bang – Wojtek, to kim my dla siebie jesteśmy? Na to trudne pytanie odpowiadałem, że nazywanie rzeczy i zjawisk bywa po prostu ograniczające. Że ja poddawania się formie i wciskania się w formę (gorsze to od wciskania się w formalinę) nie lubię, nie umiem i unikam, jak uczył nieodżałowany papa Gombrowicz. Nie działało.

Aldona Kopkiewicz

1. Wszędzie byłoby dalej. Przede wszystkim zagranicę: do Anglii, jak również do Rosji. / 2. Także do najbliższego spożywczaka byłoby dalej. / 3. I do każdych drzwi trzeba by pokonać więcej schodów. / 4. A z tych schodów każdy byłby wyższy. / 5. Podobnie wszystkie krawężniki uległyby podwyższeniu. Samochody pozostałyby takie same. / 6. Znów należałoby przeprowadzić kampanię walki z trzema schodami, żeby osoby niepełnosprawne stały się obecne w życiu publicznym i towarzyskim, tak jak to było, kiedy Polska nie była Wielka.

Dominika Dymińska

Na trasie Berlin–Polska trafia się zwykle na dwa rodzaje kierowców: tych mieszkających w Berlinie i tych mieszkających w Polsce. Oba typy mają jedną cechę wspólną: za najlepsze możliwe zagajenie do rodaka uważają nienawistny komentarz na temat Arabów, czyli uchodźców, czyli terrorystów – kolejność dowolna. Po krótkiej wymianie zdań na temat pogody i wykonywanego zawodu zaczyna się: „Na tym waszym Niukolnie (niem. Neukölln) to tyle tego, że aż czarno”.

Bartosz Marzec

Dawno nie oglądałem filmu tak aktualnego – w tym pozytywnym znaczeniu, tj. nie doraźnego czy publicystycznego, płynącego na fali trendu, a celnie i uczciwie opisującego naszą codzienność. Pewnego razu w listopadzie to film ważny i potrzebny, ale, no właśnie, „ważny i potrzebny”, a nie „WAŻNY I POTRZEBNY”. Nie trzeba oglądać go na kolanach. Jakimowski nie byłby bowiem sobą (czyt. znakomitym reżyserem), gdyby nie zawarł w Pewnego razu choćby pierwiastka poezji, tak charakterystycznej dla jego kina.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information