Maja Staśko

I małe dziewczynki idą do Komunii świętej i grzecznie klękają, i przymykają oczy, i wysuwają języki, i podchodzi do nich wielki pan, i staje nad nimi, i wkłada im coś do ust, ciało ponoć, i idzie do kolejnej, bo to taka fabryka grzecznych dziewczynek grzecznie przyjmujących w siebie obce ciało, a one połykają, bez gryzienia, broń boże, choć wolałyby zobaczyć najpierw, co ksiądz im wkłada do ust. Ale gdy wyciągają opłatek z ust i patrzą, siostra zakonna krzyczy, a wszyscy potępiająco się na nie gapią. Gdy robi to Piotrek z klasy, siostra zakonna się śmieje i grozi palcem, bo Piotrek to nie mała dziewczynka.

Wojtek Żubr Boliński

Nie umiem rozstrzygać w swojej głowie konfliktów, bo dostrzegam strzępki racji najczęściej po obu stronach, takie moje przekleństwo. Wiecie, ja sam za sebkami wyklętymi raczej nie przepadam, choćby dlatego, że nie czuję się w ich pobliżu bezpiecznie. To chyba dobry powód. Sam chętnie założyłbym sobie czasem barwy narodowe i pocieszył się z bycia Polakiem, bo ja swoją tożsamość narodową całkiem (ciągle jeszcze) lubię, chociaż często atakuję formę polską, bo to jest moja forma i mi wolno.

Konrad Janczura

W polskiej literaturze oficjalnie przodują dwie gałęzie przemysłu: przemysł pamięciowy i przemysł gombrowiczowy. Istnieją produkty sezonowe, takie jak książki o latach dziewięćdziesiątych, kobiece refleksje o śmierci, kryminały religijne albo tzw. pokoleniowe manifesty, ale generalnie wystarczą jakieś Złote żniwa czy Kronos i od razu wszystko nabiera tempa. „Władza daje kasę, a kasa to władza” – jak śpiewał przed laty Dezerter. Polacy nie muszą czytać książek o ludobójstwach ani tym bardziej o Gombrowiczu, ale one w Polsce po prostu muszą być wydawane.

Gabriel Krawczyk

Dennis Villeneuve od dawna praktykuje tego rodzaju filmową kulturystykę. W swojej twórczości lubi dźwigać rzeczy pierwsze i ostateczne. Podejmowanej tematyce zawsze nadaje odpowiedni wizualny ciężar. Mało nie pęknie mu żyłka. Podobnie postacie z jego światów – rzadko kiedy mają w sobie jakieś ludzkie ciepło. Ich codzienność wyznacza szlak prowadzący przez kolejne kręgi piekła.

Anna Fiałkowska

W miejscu, do którego zawiodła mnie powstała przed pięcioma laty Autostrada Wolności, odczytuję nagłówek na gazecie.pl: Polski aktor grał w „Pasji”, mówił o Bogu. Teraz przyznał się do zmuszania kobiet do seksu. Jest sobota wieczór, po 22:00. Nie idę do Sisyphosa ani do Kantine am Berghain, bo nie stać mnie na bilet. Śmieję się w kułak z tytułu artykułu dnia i pod wpływem nadmiernej antykrępacji wywołanej przebywaniem w wolnym państwie wstawiam zdjęcie nagłówka na mojego fejsbuka.

Kaja Puto

Ja bym to nazwała raczej zbiorem statusów z facebooka – krótkich, dowcipnych, z nieprzewidywalną puentą. Sprawny język, błyskotliwy humor, duża doza autoironii. Między wierszami – przywary polskiego społeczeństwa, nad którymi kochamy się pastwić. Mamy takie opowiastki w swoim feedzie i bardzo je lubimy. Dokładamy sobie trudu, żeby zamiast lajka dać serduszko. To książka, którą można przeczytać w pociągu, w którym nie ma zasięgu (pozdro dla kumatych) i nie da się scrollować. Ja skończyłam jeszcze przed Włoszczową.

Aldona Kopkiewicz

Kazik oczywiście lubi przybrać pozę Chrystusa gromiącego na handel w świątyni, ale sprzedając niepokorne kłamstwa o artystach, sam handluje dokładnie tak, jak inni, tyle że w populistycznym stylu. Tymczasem demokratyczne państwo prawa funduje działalność artystyczną rozumiejąc, że wolność artystów stanowi dobro publiczne i że jest ważną podstawą myślenia, komunikacji i autorefleksji danej wspólnoty, której nie służy bynajmniej wydanie działalności artystycznej na pastwę publiczności i gust bogatego mecenasa.

Gabriel Krawczyk

Östlunda porównałbym do psychologa, który udaje artystę lub, z drugiej strony, do dowcipnisia z kamienną twarzą i wzrostem równym ilorazowi inteligencji. Gdyby Tom Ford miał poczucie humoru Roya Anderssona, nakręciłby The Square. Gdyby Michael Haneke był w stanie okazać odrobinę czułości i stanął na cyrkowej scenie, stałby się Östlundem. Ponieważ wspomniane nazwiska nie przekonają bywalców festiwalowego kina, spróbuję z jeszcze innej strony. Wzorem samego Östlunda przeprowadzę eksperyment. Pogdybam. Załóżmy, że Szwed przenosi się do Hollywood i postanawia nakręcić tam swoje kino. Remake a'la Östlund.

Wiktoria Bieliaszyn

Na jawną walkę z aparatem policyjnym, posiadającym władzę, by określić, gdzie znajduje się granica między poczytalnością a szaleństwem i stosującym wciąż m.in. psychiatrię represyjną, zdecydowali się nieliczni. Ich sylwetki możemy zobaczyć na obrazie Ariadny Arendt Plac Czerwony i akcjoniści, który miał swoją premierę w sierpniu tego roku. Większość z nich tworzy swoje „dzieła” posługując się własnym ciałem jako płótnem, a za pędzle mając obowiązujące mechanizmy władzy. Kontakt z ciałem nie jest zresztą w sztuce politycznej przypadkowy, uchodzi ono bowiem za naturalną granicę między władzą narzuconą przez państwo a wolnością jednostki.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information