Haft prosty (1): List zamknięty* do Andrzeja Franaszka

Arkadiusz Wierzba

Nikt nie czyta poezji. Tych, którzy czytają, jest garstka: to poeci i ich odbiorcy, z których zaledwie garstka garstki nie pełni obu tych ról jednocześnie. Na festiwalach poetyckich sami zapełniają i scenę, i widownię. Wymieniają się tymi rolami, bo nikt inny nie chce ich pokochać. Wytrenowani w narcystycznym rzemiośle potrafią jednak kochać samych siebie, czule kompensując sobie ten dokuczliwy brak zainteresowania. Nadzieję podtrzymuje w nich pamiętna taktyczna przestroga z pierwszego listu Jana: ten świat musi pałać do nich nienawiścią, bo gra toczy się o najwyższą stawkę: nieśmiertelność, własny kącik w zaświatach i na cokołach, o czym przypomniał w swoim Lęku przed wpływem Harold Bloom.

Być może właśnie dlatego poeci, oraz towarzyszący im krytycy, tak łatwo narażają się na śmieszność? Być może robią to po prostu celowo? Nadmierna popularność mogłaby zaszkodzić w realizacji tak ambitnego planu. W niebie literatury polskiej mieszkań jest niby wiele, ale kolejka długa i ciasna, więc nie ma rady, trzeba się przepychać łokciami zamiast promocji stosując wyrafinowane techniki anty-promocyjne. Logotyp Wisławy na ekskluzywnej limuzynce? To przepustka do elity już za życia. Cóż może bardziej wkurwić w królestwie głodowych pensji i śmieciowych umów niż akces poetów do świata wielkiego hajsu? Hejting na starcie gwarantowany.

 

 

Świat wielkiego hajsu odwzajemnia uczucia poezji polskiej: koncern samochodowy dokłada wszelkich starań, by podtrzymywać zapał liryczny w narodzie, a zarazem powiązać swoją markę z wrażeniem ekskluzywności. Liryką interesuje się również Kompania Piwowarska, czy Tauron, dostawca energii – sponsorzy festiwalu Miłosza. Lecz nie dotyczy to w równym stopniu poezji naprawdę najnowszej. Bo poezja naprawdę najnowsza – jej twórcy i komentatorzy – przeważnie spełnia dziś Janowe kryteria z naddatkiem. Bez żadnych szczególnych starań.

 

 

Poezji naprawdę najnowszej nie stać na lampkę wina na Brackiej, bo sprzedaje parówki ze zwłok na stacji benzynowej, gotuje jedzenie ze śmieci (bez zwłok), którym potrafi się jeszcze podzielić z bezdomnymi lub chałturzy na najniższych szczeblach przeróżnych instytucji kultury, kierowanych przez osoby jedną nogą stojące już we wspomnianych zaświatach (kurczowo trzymające się jednak swoich ziemskich etatów). Polska poezja najnowsza nie chce tej lampki wina także dlatego, że odmawia swojego udziału w społeczeństwie spektaklu, w zbiorowym żarciu i dupceniu na chwałę i nieograniczony rozpłód Mamona, który skutecznie maskuje otaczający nas mrok. Polska poezja najnowsza, pogardzana nawet przez – niby wytrawnych i wrażliwych – czytelników poezji nieco starszej, „mogłaby się powiesić – jak pisze Kopyt – ale stawia na wkurw”.

I warto czytać tę młodą poezję tak długo, jak długo wkurw ten zachowuje swój krytyczny potencjał: zanim jeszcze zostanie wchłonięty, przemielony na lekkostrawną papkę i nagrodzony przez Fundację Wisławy Szymborskiej. Poezja najnowsza, po latach spoglądania jej podmiotów w lusterko, spacerach Marcina Świetlickiego po knajpach i Jacka Podsiadły po górach i łąkach, jakiś czas temu wreszcie zaczęła rozglądać się wokół siebie i dostrzegła ten problem z niezwykłą ostrością. Może nawet nie tyle dostrzegła, ile raczej – jak znakomicie uchwycił to kiedyś Grzegorz Jędrek w swoim eseju o żarliwości opublikowanym w „Wakacie” – odczuła i boleśnie doświadczyła na własnej skórze. I może właśnie dlatego – a nie z powodu rzekomej niezrozumiałości jej gier językowych – skazana jest na promocyjną porażkę, dopóki trzyma stronę „poniżonych i bitych”. By się tego dowiedzieć, warto byłoby jednak się nad nią pochylić, a ciężko się na to zdobyć, gdy dupa tak znakomicie przylega do wygodnego krzesła: na przykład za murami akademii lub potężnego wydawnictwa, bądź za pancerną szybą limuzyny, gdzie głosu poniżonych po prostu nie słychać.

Jednym z takich głosów, właściwie wrzasków lub krzyków, o który upomniała się najnowsza poezja polska (na przykład w wierszach Pietrek czy Kopyta), jest cierpienie zwierząt. Nie tylko uroczych piesków i kotków, które jako uprzedmiotowione maskotki rządzą internetem i w imieniu których podpisuje się masowo listy protestacyjne, gdy tylko dzieje się im jakakolwiek krzywda. Myślę o 58. miliardach zabijanych przemysłowo, bez mrugnięcia okiem, kur, krów i świń, lądujących na talerzach w imię „potęgi smaku” mięsa, bez którego – jak dziś już wiadomo – można się śmiało i z korzyścią dla zdrowia obyć. Komu rośnie gula w gardle z powodu stłoczonych w skandalicznych warunkach ptaków? Czy ci, co płakali po papieżu, płaczą też po wpierdoleniu solidnej dawki wieprzowiny z nowoczesnego obozu koncentracyjnego? Kto z czytelników poezji jakiejkolwiek zapłakał kiedykolwiek po spojrzeniu na krwisty stek?

Żaden z mięsożerców (jak ja sam, jeszcze całkiem niedawno) nie jest w stanie wysłuchać spokojnie tego typu pytań, bo podważają one radykalnie kulturowe normy jego bycia-w-świecie, w ramach których dokonuje się masowe wyparcie cierpienia ze świadomości. Są to zarazem pytania, których nie sposób nie zadać, gdy czyta się najnowszą poezję polską. W takim samym stopniu zresztą i równie stanowczo poezja ta stawia pytania dotyczące innych wykluczonych, nie tylko zwierząt, o czym przenikliwie pisał ostatnio Grzegorz Jankowicz.

Jeżeli jakiekolwiek łzy mają być świadectwem sensu istnienia literatury, to niech będą to właśnie łzy „uchodźców”, o których ze wszelkich sił staramy się zapomnieć, a nie przeestetyzowany szloch „panów od poezji” i monografii, których nie chce się czytać, tracących kontakt nie tylko z najmłodszą poezją polską, ale przede wszystkim: z rzeczywistością.

 

* List zamknięty – gatunek interwencyjny, tekst kierowany do szerokiego grona odbiorców, wykluczający jednak (albo pomijający milczeniem) – w ramach arbitralnego widzimisię – pewne ich grupy lub jednostki z przyczyn emocjonalnych, towarzyskich, środowiskowych lub ze złośliwości, ignorancji, bądź czystej głupoty. Jedną z jego odmian jest współczesny esej krytycznoliteracki.

• • •

Czytaj także:

• • •

Arkadiusz Wierzba (ur. 1985) – tłumacz języka czeskiego (m.in. Egona Bondy’ego), krytyk literacki, redaktor. Współpracuje z Ha!artem, Rozdzielczością Chleba, „Odrą” i „Recyklingiem Idei”. Członek stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Projekt Petronela Sztela      Realizacja realis

Nasz serwis używa plików cookies do prawidłowego działania strony. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień dla plików cookies oznacza, że będą one zapisywane w pamięci urządzenia. Ustawienia te można zmieniać w przeglądarce internetowej. Więcej informacji udostępniamy w naszej polityce prywatności.

Zgadzam się na użycie plików cookies.

EU Cookie Directive Module Information