Cztery lata... Cztery długie lata. Tyle czekałem na nowy tom wierszy
Muszyńskiego. Nie spieszno starej gwardii – awangardzie tych roczników
– poetom, którym już dawno przestało zależeć na krótkich lirycznych
spięciach, zalewaniu publiki rzeką publikacji. Kompresja – wyraz, który
przychodzi na myśl po lekturze babylonu: minimalizm poetyckiego
postrzegania, słowotwórczej paranoiki. Przyjemność płynąca z obserwacji
tektonicznych ruchów języka, ścierania się łagodnej litosfery glos z
sejsmologią rzeczywistości prywatnej, społecznej, politycznej wreszcie.
Paradoksalnie jawi się Muszyński postnowofalowo – w swoim małym
Babilonie roztropnie śledzi tropy, które w powietrzu odciska ten język,
nie daje się zwieść płytkim kałużom pozornych prawd, nowym translacjom
starych chorób; „jest słodycz która mi zjada serce”. Nie ma.
[Igor Stokfiszewski] |